Jeżeli hasło Rzym – tanio i smacznie wydaje się Wam tanim clickbaitem to muszę Was rozczarować. W Wiecznym Mieście naprawdę można znaleźć klimatyczne knajpki z autentyczną rzymską kuchnią, które nie zrujnują nawet skromnego portfela! Będzie to co prawda czasami wymagało zejścia z utartych turystycznych szlaków, ale Wasze żołądki i budżet będą zadowolone.
Obiad w Rzymie – zapomnijcie o Zatybrzu!
Zatybrze, czyli dzielnica Trastevere, przewija się niemal we wszystkich przewodnikach jako kulinarne eldorado, pełne wyjątkowych restauracji i niezwykłego klimatu. Przyznaję, ta część Rzymu jest niezwykle urokliwa, zwłaszcza jej mniej oblegane zakątki (z tarasu przed Fontana dell’Acqua Paola rozpościera się chyba najpiękniejsza panorama miasta), ale jest przede wszystkim wręcz zalana przez turystów!
Oczywiście, można tu znaleźć całkiem przyjemne knajpki – my zdecydowaliśmy się na Casetta di Trastevere. Zamówiliśmy naprawdę smaczne rigatoni alla amatriciana, które nie zostało na szczęście utopione w sosie pomidorowym, oraz bardzo przyzwoity makaron z prawdziwkami. Do tego mała karafka domowego wina i cały rachunek zamknął się w 25 euro – Casetta to jednak jedyne miejsce w Rzymie, w którym doliczyli nam dodatkową opłatę servizio… Cóż, turystyczna dzielnica rządzi się swoimi prawami. No dobrze, ale gdzie warto zjeść, jeśli Zatybrze jest nieco przereklamowane?

San Lorenzo – nieoczywisty wybór, pyszna kuchnia
Nie znajdziecie tutaj zbyt wiele zabytków poza Bazyliką św. Wawrzyńca za Murami i przylegającym do niej cmentarzem – ulice pełne są za to wspomnień po robotniczej przeszłości tej dzielnicy, lokalnego street artu oraz…niezliczonych małych knajpek, prowadzonych przez i dla lokalsów. Jeżeli macie dość zatłoczonych ulic i chcecie w końcu poczuć klimat miasta, a nie tylko nawigować między kolejnymi zagranicznymi wycieczkami, San Lorenzo jest wyborem idealnym!
Saltimbocca San Lorenzo to pierwsza restauracja, którą odwiedziliśmy w Rzymie i trudno wymarzyć sobie lepszy początek! Podczas pierwszej wizyty zamówiliśmy na przystawkę faszerowane oliwki smażone w głębokim tłuszczu (świetnie doprawione, w sam raz na zaostrzenie apetytu), a następnie carbonarę i flagowe danie, czyli właśnie saltimbocca alla romana. Są to małe kotleciki z cielęciny, zawinięte w szynkę parmeńską i doprawione świeżą szałwią, smażone na maśle, a na koniec duszone w białym winie. Delikatne, kruche, pyszna klasyka rzymskiej kuchni.

A jak wypadła carbonara? Ta serwowana w Saltimbocca to kulinarny cud, była po prostu wybitna! Zdecydowanie najlepszy makaron jaki zjadłam kiedykolwiek we Włoszech, więc jeśli przytłacza Was menu – bierzcie w ciemno carbonarę. Do Saltimbocci wróciliśmy 3 dni później, żeby sprawdzić, czy carbonara nadal jest wybitna (była!) i przetestować gnocchi z sosem pomidorowym – bardzo smaczne, absolutnie niczego im nie brakowało, ale po tej carbonarze ciężko było myśleć o jakikolwiek innym daniu.
Na koniec każdego posiłku otrzymaliśmy kieliszek domowej nalewki wiśniowej – pyszne i sympatyczne pożegnanie. Każdorazowo rachunek za przystawkę, dwa dania główne i karafkę domowego wina wyniósł nas około 33-35 euro; wymarzony stosunek ceny do jakości!

Dosłownie 300 m dalej znajduje się kolejne wspaniałe miejsce – Osteria a Piedi Pari. Trochę niepozorne, stoliki znajdują się przy samej (na szczęście spokojnej) ulicy, ale mamma mia, jak tu karmią! Za pierwszym razem zamówiliśmy ponownie makaron z prawdziwkami oraz orecchiette z pomidorkami koktajlowymi i… miętą! Oryginalne, a przy tym przepyszne połączenie. Porcje hojne, kelner przesympatyczny, lecz z jasnymi priorytetami – najpierw musiał opowiedzieć znajomym jakąś emocjonująca historię, a dopiero później przyjął od nas zamówienie.
Poza nami w Osteria a Piedi Pari za każdym razem byli sami Włosi – ani śladu turystów! Przy drugiej wizycie zdecydowaliśmy się na test ostateczny, czyli rzymską klasykę – amatricianę i cacio e pepe. Nieskomplikowane dania, których siła tkwi w prostocie i które nie wybaczą żadnej pomyłki. Oba makarony były…fenomenalne! Czarny pieprz, wyrazisty ser pecorino romano i idealnie ugotowany makaron – oto przepis na sukces i duma rzymskiej kuchni! Przy pierwszej wizycie rachunek za dwa talerze pasty i karafkę wina wyniósł niecałe 20 euro (!), za drugim razem zdecydowaliśmy się na lokalne piwa, więc suma końcowa wyniosła koło 25 euro. Takie dolce vita to ja rozumiem!
Rzym – tanio i smacznie
Jeżeli po tych wszystkich pysznościach znajdziecie jeszcze miejsce na drinka, podejdźcie do La Piazzetta, baru położonego naprzeciwko hali targowej. Każdy drink kosztuje tutaj 3,5 euro i jest robiony od serca, żadnego przycinania na składnikach! Na miejscu możecie zamówić też pizzę na kawałki, suppli i kilka innych przekąsek. Bezpretensjonalny lokal lubiany przez studentów i okolicznych mieszkańców.

Zostało Wam trochę czasu do odjazdu pociągu lub autobusu, więc nie chcecie oddalać się od dworca, ale coś byście jednak zjedli? W południowej części dworca Termini znajduje się Mercato Centrale – food hall z ofertą na każdy gust. Przy samym wejściu znajdziecie całkiem smaczną pizzę na kawałki (uwaga, cena jest podawana za kilogram, a te kawałki potrafią swoje ważyć!), ale najciekawsze stoisko ukryte jest w głębi hali. Trapizzino to włoska odpowiedź na zagraniczne fastfoody – trójkątny pieróg smażony w głębokim tłuszczu, a następnie faszerowany wybranym nadzieniem. Testowaliśmy parmigianę (bakłażan, pomidor, pesto, mozzarella) i klopsiki w sosie pomidorowym – każda sztuka kosztuje 4 euro, jest przyrządzana na Waszych oczach i jest pysznym pomysłem na śniadanie czy przekąskę w ciągu dnia!
